Archiwa tagu: mężczyzna

Mocna herbata z macierzanki…

loading...

Oj przyda się…

Działa skutecznie w ostrym zatruciu alkoholowym, usuwa bóle głowy i wraca jasność umysłu, gdy trapi nas bezsenność. Możemy wypić na noc l szklankę herbatki. Mieszankę wykonujemy ze 100 g macierzanki, 20 g kwiatu głogu i 80 g liści melisy. Taką herbatkę możemy pić przez 28 dni, następnie zrobić przerwę 9-dniową i kurację powtórzyć. Wówczas wróci sen i spokój.
Mieszanka z podanej ilości ziół powinna wystarczyć na około miesiąc stosowania, gdy będziemy stosować dwie łyżeczki mieszanki na szklankę naparu.

*Przepis pochodzi z książki „Zielska zioła i ziółka” – Wydawnictwo Tower Press 2000, autorstwa Marty Leśnickiej.

Urodziny…

Marzenie
Marzenie

Wróciłaś z pracy, otworzyłem ci drzwi, pomagam zdjąć kurtkę, uśmiechasz się. Stoję za tobą, obejmując cię ramionami, wkładam moje ciepłe dłonie pod bluzkę, masuję twój brzuch, napieram delikatnie, popychając cię w kierunku zamkniętych drzwi. Moje dłonie, uwolniły twoje piersi z więzów stanika. Masuję je, delikatnie, lecz zdecydowanie, podszczypuje twarde już sutki. Czujesz mój podniecony oddech na szyi. Odpinam guzik spodni, rozpinam zamek. Wkładam moją dłoń pod twoje majtki, twoje włoski cudownie pieszczą skórę. Palcami sprawdzam stopień twojego podniecenia. Jesteś wilgotna, ciepła, uginasz nogi, rozchylając delikatnie uda, wpuszczasz moje palce do swojej cipki. Cicho wzdychasz gdy wchodzą. Całuję cię w szyję. Odwracam cię plecami do drzwi, klękam.

Czuję zapach twojej kobiecości. Spuszczam twoje spodnie do kolan, ściągam majtki zębami. Moje dłonie masują twoje cudowne pośladki, zatapiam moje usta w twoim kroczu, czuję twoje dłonie ma mojej głowie, przyciskasz moją twarz do swojej cipki. Wpycham język, jak mogę głęboko, zmierzam wyżej, biorąc w usta twoją łechtaczkę. Język i trzy palce w twojej pochwie, synchronizuje pieszczotę. Jęczysz i coraz szybciej oddychasz, uwolniłem cię od spodni i majteczek, stoisz w delikatnym rozkroku, oparta o drzwi, poddajesz się moim pieszczotom. Opuszkami palców masuję twoje łono, by po chwili, zatopić w nim swoje usta. Uwielbiam jego smak, zanurzam język, głęboko, palce pomagają zwiększyć twoje doznania. Lubię muzykę twojej rozkoszy, jęki i przyspieszony oddech. Jestem podniecony, erekcja staje się bolesna. Wstaję z kolan, szeptem, z dłońmi na twoich piersiach, wprost do ucha mówię ci, że mam na ciebie straszną ochotę. Uśmiechasz się, rozpinasz zamek moich spodni, dotyk twojej dłoni wywołuje dreszcz. Odwracasz się do mnie plecami, stoisz oparta o drzwi. Dłonią pomagam penisowi znaleźć drogę do twojej cipki, wchodzę powoli, aż po nasadę, wycofuję i powtarzam. Trzymam mocno twoje biodra, powoli przyspieszając, szukam przyjemnego dla nas obojga rytmu, słuchając twojego oddechu. Pchnięcia stają się coraz mocniejsze i szybsze. Zwalniam na chwilę, lewa dłoń pieści twoją łęchtaczkę, prawa szypie i masuje sutki. Znów przyspieszam, jesteś już blisko, oddychasz coraz szybciej, spinasz się jak kotka. Głośniejszy jęk i dreszcz, chwilę później, zraszam deszczem spermy twoje pośladki… Teraz możemy iść pod prysznic…

Scenariusz…

Roberto Ferri Miłość do śmierci
Roberto Ferri Miłość do śmierci

Słońce kładzie kolor na firankach
i gra na różowej błonie ich powiek;
więc nawet gdy śpią, światło kadruje
ostatnie ujęcia ich osobnych snów.
On widzi dziewczynę we wzorzystej opasce na głowę,
schodzącą ścieżką po trudnym zboczu;
rusza za nią, uważając na każdy krok.
Wyobraża sobie spotkanie. Czy ona ma czas?
Czy grzebień, który znalazł wśród skał,
nie należy do niej, i czy tamten odrzutowiec,
znaczący ponad nimi srebrną trajektorię,
nie pobił czasem rekordu wysokości?
Coś go trapi, niemniej jednak
rozwiązuje prosty węzeł opaski
i zboże jej włosów rozsypuje się
z misternie ułożonej kopki. Chyba już
odgadł kolor jej szczoteczki do zębów.

A ona? We śnie ustawia sztalugę przed
mgiełką upału i widzi szczegół wyłaniający się
z oparów popołudnia. Na przykład
te linie, cynkowe dachy ruder,
a może krawędzie tarasów z dzikim winem.
Lub te plamy zieleni; cyprysy rozdzielone
polną drogą bądź ścieżką
wiodącą ku jakiejś budowli na wzgórzu:
stacji lub klasztorowi.
Jej pędzel naśladuje pewność.
Gdy nadchodzi chłopiec z oliwkową skórą,
ona pyta o kurz, który nigdy nie opada,
i za pomocą znaków i łamanej angielszczyzny
tłumaczy mu, jak kurz kreśli pęknięcia na jej dłoniach.
Tutaj perz nie skropi jej miękkich, skórzanych butów
białą wydzieliną, myśli sobie. Nie tutaj koniczyna.

Po przebudzeniu wkładają najluźniejsze ubrania,
i bez śniadania idą na korty tenisowe.
Tłumaczy jej, że codziennie jest słońce,
ale pokrywa chmur psuje pogodę. Ona ocenia
te dni na takie, kiedy ma się najmniej obiekcji
wobec perspektywy wyjazdu pod żagle z rodzicami.
Są najbliżej momentu, kiedy mówi się,
co to znaczy wylecieć na świat.
Tak zmęczeni, że nie chce im się nawet ćwiczyć, spacerują
i ścinają tarczę zegarową każdego dmuchawca
otwartymi rakietami, za to nasionka
opadają powoli jak spadochrony: najmniejszy wysiłek
wydaje się przy nich stratą czasu.
Dotykają się dłońmi, splatają palce, uśmiechają się;
nieświadomi osobnych nocy
czują ciepło drugiej skóry.

Simon Armitage

tłum. Jacek Gutorow

Pozostać…

Carlos Barahona Possolo Venus i Vulcan
Carlos Barahona Possolo Venus i Vulcan

Pozostać

I

Jesteśmy w starym domu
pełnym książek
obrazów i nut i słów
drzemiących w wierszach i
światłocieni zerkających nieśmiało
i muzyki spływającej powoli
kropelkami potu
po naszych nagich ciałach

Leżymy w przejmującej ciszy
szczęśliwi ufni w swej nagości
wpatrzeni w siebie
wsłuchani
zmęczeni fizyczną miłością
bez reszty oddani sobie
myślimy oboje o tym samym
by pozostać na zawsze
w tym starym domu pełnym
książek obrazów i nut

II

W tym starym domu pełnym
książek i snów z przeszłości
usiądziemy obok siebie
bardzo blisko położę dłoń
na twojej i
zaczniemy rozmowę długą długą
nie kończącą się o miłości
i życiu
samotności łzach wylanych przez lata
i promykach nadziei i jeszcze
o wielu wielu innych rzeczach
pocałuj mnie mówisz pocałuj mnie
otul ramieniem zasłoń niebo
ciemne pozwól mi zasnąć
w twych ramionach
i obudzić się wraz z pierwszym
spojrzeniem słońca na ziemię
dzisiaj jutro chcę być twoim deszczem
obmyć cię całego łzami
ze szczęścia pragnę cię pieścić do
bólu do szaleństwa
a ja najdroższa chyba cię dzisiaj
na śmierć zapieszczę

III

Już późno kochana pora spać
a nam się usta nie zamykają
tak chce się gadać i gadać bez końca
pieścić całować słowami
a one – patrz – wcale jeszcze
nie są wyświechtane
– kocham cię – jak świeżo i oryginalnie
to brzmi
– pragnę cię – o jakie piękne słowa
nigdy wcześniej takich nie słyszałam
i ja też nie słyszałem i nie wiem
skąd nagle
urodziły się w mojej głowie
kochaj mnie pieść całuj nimi
tak mi dobrze miło i bezpiecznie
pieść mnie nimi nie przerywaj
pieść mnie pieść
jeszcze

IV

Tak pędzisz na tym swoim rowerze
rowerze pożądania i spragnionej miłości
a ja siedzę i czekam pazury obgryzam
w samotności

Pospiesz się nie chcę już wokół siebie
pustki nie chcę słuchać przejmującej ciszy
łez ukradkiem dusić

Chcę ciebie blisko z rozwianymi na wietrze włosami
z ramionami wiszącymi na mojej szyi
chcę widzieć twoją twarz roześmianą
odbitą w filiżance porannej herbaty
chcę twoje piersi tulić i całować łono
nie mów że to niemoralne i że za wcześnie
chcę cię całą nagą i ubraną
w jesienne liście i owoce

Tak pozostać do rana i dalej jeszcze
jak najdalej od realnego świtu i
zasmarkanego świata

Ryszard Mierzejewski

Lubię, kiedy kobieta…

Dziewczyna, mężczyzna...
Dziewczyna, mężczyzna…

Lubię, kiedy kobieta omdlewa w objęciu,
kiedy w lubieżnym zwisa przez ramię w przegięciu,
gdy jej oczy zachodzą mgłą, twarz cała blednie
i wargi się wilgotne rozchylą bezwiednie.

Lubię, kiedy ją rozkosz i żądza oniemi,
gdy wpija się w ramiona palcami drżącemi,
gdy krótkim, urywanym oddycha oddechem
i oddaje się cała z mdlejącym uśmiechem.

I lubię ten wstyd, co się kobiecie zabrania
przyznać, że czuje rozkosz, że moc pożądania
zwalcza ją, a sycenie żądzy oszalenia,
gdy szuka ust, a lęka się słów i spojrzenia.

Lubię to  i tę chwilę lubię, gdy koło mnie
wyczerpana, zmęczona leży nieprzytomnie,
a myśl moja już od niej wybiega skrzydlata
w nieskończone przestrzenie nieziemskiego świata.

Kazimierz  Przerwa-Tetmajer

https://youtu.be/B4kkQZOJVfQ

Ona idzie brzegiem jeziora…

Marzenie
Marzenie

Leży, wśród piasku i traw.
Ukryty, dyskretny obserwator.
Złodziej widoku i chwili.
W zachodzie słońca, momencie niezwykłym.
Złocie i czerwieni. Szumie fal.
Nagle dostrzega. Kobietę.
Ukradkiem spogląda.
Ona idzie brzegiem jeziora,
tam gdzie przesmyk wąski,
tam do morza.
Pal drewniany, falochron,
co w wodę się wrzyna.
Ona staje, ręcznik rzuca.
Słońce oślepia,
on widzi kontur jej ciała.
Kolana, biodra, piersi i szyję,
Twarz w migotliwym blasku mu ginie,
pozostaje anonimowa.
W wodę się zanurza,
po kolana, po pas, po szyję.
Na brzeg wraca, woda
ujawnia kobiety sekrety,
ślady podniecenia,
miłości i pieszczoty,
uniesienia dowody skryte.
On patrzy,
ach gdybyś mogła być moją,
córko Posejdona!
Patrzy i umiera.
Kolejna ofiara niespełnienia.

Idealna partnerka…

brita-seifert-kiedy-dziec584-spotyka-noc

Dawno, dawno temu do pewnego mistrza zen przyszedł człowiek i powiedział, że nie może znaleźć dla siebie partnerki, która by mu odpowiadała i którą kochałby do końca życia.

– A jaka miałaby być ta kobieta? – zapytał mędrzec.

Człowiek zastanowił się chwilę, a potem rzekł:

– Tęsknię do kobiety kochającej, mądrej, odpowiedzialnej, szlachetnej, radosnej, czułej, wrażliwej, delikatnej, pięknej, zmysłowej, zaradnej, silnej, samodzielnej… która kochałaby mnie do końca życia.

Dodał jeszcze kilka równie rzadkich cnót, po czym zapytał mnicha, co ma począć.

Mędrzec zajrzał mu głęboko w oczy i powiedział:

– Znam absolutnie pewny, lecz bardzo trudny sposób, dzięki któremu spotkasz właśnie taką kobietę.

– Jaki to sposób?! – zapytał ucieszony człowiek. – Jeśli mi go zdradzisz, oddam ci wszystko, co posiadam!

– Niczego od ciebie nie potrzebuję – odpowiedział mistrz. – Musisz mi tylko przysiąc, że z niego skorzystasz.

Człowiek przysiągł na wszystkie świętości, że zastosuje się do rady mędrca, a kiedy trochę się uspokoił, mistrz z naciskiem wyszeptał mu do ucha:

– Jeśli pragniesz spotkać kobietę kochającą, mądrą, odpowiedzialną, szlachetną, radosną, czułą, wrażliwą, delikatną, piękną, zaradną, silną i samodzielną – to najpierw sam musisz się takim stać. Tylko w ten sposób ją znajdziesz. A nawet jeśli jej nie spotkasz, nie będzie to już wtedy miało dla Ciebie większego znaczenia.

Autor nieznany