Do szeptu…

loading...
Do szeptu
Do szeptu

Wskazówki zegara płyną wolno,
Jak przyspieszyć czasu bieg?
Do tej chwili naszej,
rozpalonej namiętności zorzą.
Do westchnień,
jęków i mruczeń,
co w pół mroku,
wydają się krzykiem.
Oddechu przyspieszonego,
w odpowiedzi na język
i palców opuszki,
niemą toczące rozmowę
z twoimi piersiami i łonem
Do szeptu,
drżenia tej chwili,
gdy paznokciami,
znaczysz moje plecy.
Dłoń twoja, usta moje,
Usta twoje, dłoń moja.
My zaplątani w siebie
i pieszczotę,
satynowej pościeli…

Więźniowie…

 

Moja dusza nie może być w twojej zanurzona,
a ja nie mogę być twoim wcieleniem.
Ona nie może być zburzona, ani potłuczona
na części, bo jest mojego ciała więzieniem.

Moje serce burzy się, ale opada jak
oszołomione w końcu, z powrotem
na piersi więziennych krat
i nie może już wydostać się potem.

Kiedy w objęcia płomieni skacze
nieprzytomnie dwoje zakochanych,
to chcą razem spalić się oboje
w wiecznych ogniach zbawiennych.

Pomimo, że wiąże ich intymne spalenie,
jednak do siebie nigdy nie docierają.
Mogą się tylko zobaczyć przelotnie,
jak dwa baranki wtedy się czują.

I dlatego tak bardzo chcę podziękować,
że drogę do twoich objęć znalazłem.
Bicia naszych serc zmęczonych chcę słuchać
tak, jak więźniowie siebie słuchają nawzajem.

Erik Lindorm

 

Ty jesteś ptakiem, który wionął skrzydłem…

Anioł Stróż

Ty jesteś ptakiem, który wionął skrzydłem,
gdy się zbudziłem w nocy i krzyczałem.
Krzyczałem ramionami, bo twe imię
jest jak stu nocy głębie niezbadane.
Ty jesteś cieniem, co mnie uśpił lekko,
i każdy sen mój twoje nosi miano –
tyś jest obrazem, ja zaś jestem ramą,
co cię dopełnia lśniącą płaskorzeźbą.

Jak nazwę ciebie? Patrz, me wargi słabe.
Tyś jest początkiem, który z ciebie płynie,
ja jestem trwożnym i powolnym amen,
co twoją piękność ogarnia lękliwie.

Tyś mnie wyrywał z dusznego spokoju,
gdy sen grobowym zdał mi się brzemieniem,
ucieczką złudną, wiecznym zatraceniem –
tyś mnie podnosił z mego serca mroku
i chciałeś dźwignąć na wysokie wieże
jak dumne flagi, szkarłatne draperie.

Ty: co o cudach mówisz jak o wiedzy,
o ludziach jak o krzepiących melodiach,
o różach jak o wydarzeniach zmiennych,
co się płomiennie jarzą w twoich oczach
– ty szczęsny, kiedy nazwiesz wreszcie Tego,
z którego dnia siódmego ciągle spływa
świetlisty blask na twoje lotne skrzydła
gasnącą wstęgą…
Czy każesz, abym pytał?
Rainer Maria Rilke
Berlin-Schmargendorf, 24.07.1899
tłum. Andrzej Lam

Ty Boże, ty naturo!

Uczucie krąży w duszy, rozpala się, żarzy,

Jak krew po swych głębokich, niewidomych cieśniach;

Ile krwi tylko ludzie widzą w mojej twarzy,

Tyle tylko z mych uczuć dostrzegą w mych pieśniach,

Pieśni ma, tyś jest gwiazdą za granicą świata!

I wzrok ziemski, do ciebie wysłany za gońca,

Choć szklanne weźmie skrzydła, ciebie nie dolata,

Tylko o twoję mleczną drogę się uderzy;

Domyśla się, że to słońca,

Lecz ich nie zliczy, nie zmierzy.

Wam, pieśni, ludzkie oczy, uszy niepotrzebne; –

Płyńcie w duszy mej wnętrznościach,

Świećcie na jej wysokościach

Jak strumienie podziemne, jak gwiazdy nadniebne.

Ty Boże, ty naturo! dajcie posłuchanie. –

Godna to was muzyka i godne śpiewanie.

Adam Mickiewicz Dziady Scena II Improwizacja