Ona idzie brzegiem jeziora…

loading...
Marzenie
Marzenie

Leży, wśród piasku i traw.
Ukryty, dyskretny obserwator.
Złodziej widoku i chwili.
W zachodzie słońca, momencie niezwykłym.
Złocie i czerwieni. Szumie fal.
Nagle dostrzega. Kobietę.
Ukradkiem spogląda.
Ona idzie brzegiem jeziora,
tam gdzie przesmyk wąski,
tam do morza.
Pal drewniany, falochron,
co w wodę się wrzyna.
Ona staje, ręcznik rzuca.
Słońce oślepia,
on widzi kontur jej ciała.
Kolana, biodra, piersi i szyję,
Twarz w migotliwym blasku mu ginie,
pozostaje anonimowa.
W wodę się zanurza,
po kolana, po pas, po szyję.
Na brzeg wraca, woda
ujawnia kobiety sekrety,
ślady podniecenia,
miłości i pieszczoty,
uniesienia dowody skryte.
On patrzy,
ach gdybyś mogła być moją,
córko Posejdona!
Patrzy i umiera.
Kolejna ofiara niespełnienia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*