Archiwa tagu: erotyk

Z erotyków (Jam cię kochał całą…)

loading...

Jam cię kochał całą mą istotą,

Całym ogniem mych czerwonych żył,

Całą życia szaloną ochotą,

Pulsowaniem wszystkich moich sił.

Wszystkich nerwów sennem rozmarzeniem,

Wszystkich pragnień słodkiem pokuszeniem,

Wszystką mocą, com w twych oczach pił!
Gdym przy tobie cały drżący klękał,

Dreszcz przenikał mię od stóp do głów

Tak rozkoszny, żem się nieraz lękał,

Że już nigdy nie powróci znów!

Taki czar był w tej nieznanej sile,

Że pragnąłem nieraz lec w mogile,

Nim się spełnią jawy moich słów.
Jakiś prąd obiegał elektryczny

Ciała mego najtajniejszą treść;

W jakiś sen wpadałem letargiczny,

Gdy się jęła dłoń twa z moją pleść;

Gdy — porwana pragnień błyskawicą —

Gdy — bezwładna sennych mar tęsknicą —

Wołałaś mi: Luby, pieść mię, pieść!
Antoni Lange

Scenariusz…

Roberto Ferri Miłość do śmierci
Roberto Ferri Miłość do śmierci

Słońce kładzie kolor na firankach
i gra na różowej błonie ich powiek;
więc nawet gdy śpią, światło kadruje
ostatnie ujęcia ich osobnych snów.
On widzi dziewczynę we wzorzystej opasce na głowę,
schodzącą ścieżką po trudnym zboczu;
rusza za nią, uważając na każdy krok.
Wyobraża sobie spotkanie. Czy ona ma czas?
Czy grzebień, który znalazł wśród skał,
nie należy do niej, i czy tamten odrzutowiec,
znaczący ponad nimi srebrną trajektorię,
nie pobił czasem rekordu wysokości?
Coś go trapi, niemniej jednak
rozwiązuje prosty węzeł opaski
i zboże jej włosów rozsypuje się
z misternie ułożonej kopki. Chyba już
odgadł kolor jej szczoteczki do zębów.

A ona? We śnie ustawia sztalugę przed
mgiełką upału i widzi szczegół wyłaniający się
z oparów popołudnia. Na przykład
te linie, cynkowe dachy ruder,
a może krawędzie tarasów z dzikim winem.
Lub te plamy zieleni; cyprysy rozdzielone
polną drogą bądź ścieżką
wiodącą ku jakiejś budowli na wzgórzu:
stacji lub klasztorowi.
Jej pędzel naśladuje pewność.
Gdy nadchodzi chłopiec z oliwkową skórą,
ona pyta o kurz, który nigdy nie opada,
i za pomocą znaków i łamanej angielszczyzny
tłumaczy mu, jak kurz kreśli pęknięcia na jej dłoniach.
Tutaj perz nie skropi jej miękkich, skórzanych butów
białą wydzieliną, myśli sobie. Nie tutaj koniczyna.

Po przebudzeniu wkładają najluźniejsze ubrania,
i bez śniadania idą na korty tenisowe.
Tłumaczy jej, że codziennie jest słońce,
ale pokrywa chmur psuje pogodę. Ona ocenia
te dni na takie, kiedy ma się najmniej obiekcji
wobec perspektywy wyjazdu pod żagle z rodzicami.
Są najbliżej momentu, kiedy mówi się,
co to znaczy wylecieć na świat.
Tak zmęczeni, że nie chce im się nawet ćwiczyć, spacerują
i ścinają tarczę zegarową każdego dmuchawca
otwartymi rakietami, za to nasionka
opadają powoli jak spadochrony: najmniejszy wysiłek
wydaje się przy nich stratą czasu.
Dotykają się dłońmi, splatają palce, uśmiechają się;
nieświadomi osobnych nocy
czują ciepło drugiej skóry.

Simon Armitage

tłum. Jacek Gutorow

Lubię, kiedy kobieta…

Dziewczyna, mężczyzna...
Dziewczyna, mężczyzna…

Lubię, kiedy kobieta omdlewa w objęciu,
kiedy w lubieżnym zwisa przez ramię w przegięciu,
gdy jej oczy zachodzą mgłą, twarz cała blednie
i wargi się wilgotne rozchylą bezwiednie.

Lubię, kiedy ją rozkosz i żądza oniemi,
gdy wpija się w ramiona palcami drżącemi,
gdy krótkim, urywanym oddycha oddechem
i oddaje się cała z mdlejącym uśmiechem.

I lubię ten wstyd, co się kobiecie zabrania
przyznać, że czuje rozkosz, że moc pożądania
zwalcza ją, a sycenie żądzy oszalenia,
gdy szuka ust, a lęka się słów i spojrzenia.

Lubię to  i tę chwilę lubię, gdy koło mnie
wyczerpana, zmęczona leży nieprzytomnie,
a myśl moja już od niej wybiega skrzydlata
w nieskończone przestrzenie nieziemskiego świata.

Kazimierz  Przerwa-Tetmajer

https://youtu.be/B4kkQZOJVfQ

Ona idzie brzegiem jeziora…

Marzenie
Marzenie

Leży, wśród piasku i traw.
Ukryty, dyskretny obserwator.
Złodziej widoku i chwili.
W zachodzie słońca, momencie niezwykłym.
Złocie i czerwieni. Szumie fal.
Nagle dostrzega. Kobietę.
Ukradkiem spogląda.
Ona idzie brzegiem jeziora,
tam gdzie przesmyk wąski,
tam do morza.
Pal drewniany, falochron,
co w wodę się wrzyna.
Ona staje, ręcznik rzuca.
Słońce oślepia,
on widzi kontur jej ciała.
Kolana, biodra, piersi i szyję,
Twarz w migotliwym blasku mu ginie,
pozostaje anonimowa.
W wodę się zanurza,
po kolana, po pas, po szyję.
Na brzeg wraca, woda
ujawnia kobiety sekrety,
ślady podniecenia,
miłości i pieszczoty,
uniesienia dowody skryte.
On patrzy,
ach gdybyś mogła być moją,
córko Posejdona!
Patrzy i umiera.
Kolejna ofiara niespełnienia.

Stoisz przede mną naga…

image

Między wierszami

Spuszczam wzrok onieśmielony
stoisz przede mną naga
ufna szczera piękna
głos twój drży gdy mówisz
do mnie obejmij mnie mocno
trzymaj w ramionach całuj
ciało spragnione
niech skona powoli w spazmach
łez ze szczęścia zasuszonych
smutków i zbudzonych pragnień
przecież tego właśnie oczekujesz
przecież czekasz na mnie.
Stoję zawstydzony twą bliskością
oczekiwaniem na słowa które
parzą skórę na dotyk oddanie
pocałunek
na wspólny spacer długi
w zapomnienie.

Ryszard Mierzejewski

Teraz będziemy spać…

Teraz będziemy spać, leżeć bez ruchu
lub ubierzemy się na powrót

Wieczór, i słońce grzeje ptaka
w jej złożonych dłoniach.
Nad ciszą pokoju inne głosy i dźwięki.
Kochana, świat jest odległą planetą

… i pochylając się nade mną, jesteś naga;
przez uchylony świetlik wiatr ściąga twoje piersi,
twe jasne sypkie włosy są rozpuszczone.
Ptak w twoich złożonych dłoniach podnosi się.

Niech nasz dotyk będzie otwarty;
nie należymy do bladolicych dzieci
których ciała nie zdążyły się jeszcze narodzić
ani do dziewic tkwiących nieruchomo wewnątrz swego smutku,
lecz budząc się w nie swoich łóżkach jesteśmy spierdoleni i bez skazy.

Po pokoju porozrzucane jest wciąż ubranie
które podczas spotkania mieliśmy na sobie.
Wieczór, i słońce przemierzyło cały pokój.
Teraz będziemy spać, leżeć bez ruchu lub ubierzemy się na powrót.

1969
Brian Patten
tłum. Piotr Sommer

Stoję zawstydzony…

Między wierszami

Spuszczam wzrok onieśmielony
stoisz przede mną naga
ufna szczera piękna
głos twój drży gdy mówisz
do mnie obejmij mnie mocno
trzymaj w ramionach całuj
ciało spragnione
niech skona powoli w spazmach
łez ze szczęścia zasuszonych
smutków i zbudzonych pragnień
przecież tego właśnie oczekujesz
przecież czekasz na mnie.

Stoję zawstydzony twą bliskością
oczekiwaniem na słowa które
parzą skórę na dotyk oddanie
pocałunek
na wspólny spacer długi
w zapomnienie.

Ryszard Mierzejewski