Archiwa tagu: akt

Scenariusz…

Roberto Ferri Miłość do śmierci
Roberto Ferri Miłość do śmierci

Słońce kładzie kolor na firankach
i gra na różowej błonie ich powiek;
więc nawet gdy śpią, światło kadruje
ostatnie ujęcia ich osobnych snów.
On widzi dziewczynę we wzorzystej opasce na głowę,
schodzącą ścieżką po trudnym zboczu;
rusza za nią, uważając na każdy krok.
Wyobraża sobie spotkanie. Czy ona ma czas?
Czy grzebień, który znalazł wśród skał,
nie należy do niej, i czy tamten odrzutowiec,
znaczący ponad nimi srebrną trajektorię,
nie pobił czasem rekordu wysokości?
Coś go trapi, niemniej jednak
rozwiązuje prosty węzeł opaski
i zboże jej włosów rozsypuje się
z misternie ułożonej kopki. Chyba już
odgadł kolor jej szczoteczki do zębów.

A ona? We śnie ustawia sztalugę przed
mgiełką upału i widzi szczegół wyłaniający się
z oparów popołudnia. Na przykład
te linie, cynkowe dachy ruder,
a może krawędzie tarasów z dzikim winem.
Lub te plamy zieleni; cyprysy rozdzielone
polną drogą bądź ścieżką
wiodącą ku jakiejś budowli na wzgórzu:
stacji lub klasztorowi.
Jej pędzel naśladuje pewność.
Gdy nadchodzi chłopiec z oliwkową skórą,
ona pyta o kurz, który nigdy nie opada,
i za pomocą znaków i łamanej angielszczyzny
tłumaczy mu, jak kurz kreśli pęknięcia na jej dłoniach.
Tutaj perz nie skropi jej miękkich, skórzanych butów
białą wydzieliną, myśli sobie. Nie tutaj koniczyna.

Po przebudzeniu wkładają najluźniejsze ubrania,
i bez śniadania idą na korty tenisowe.
Tłumaczy jej, że codziennie jest słońce,
ale pokrywa chmur psuje pogodę. Ona ocenia
te dni na takie, kiedy ma się najmniej obiekcji
wobec perspektywy wyjazdu pod żagle z rodzicami.
Są najbliżej momentu, kiedy mówi się,
co to znaczy wylecieć na świat.
Tak zmęczeni, że nie chce im się nawet ćwiczyć, spacerują
i ścinają tarczę zegarową każdego dmuchawca
otwartymi rakietami, za to nasionka
opadają powoli jak spadochrony: najmniejszy wysiłek
wydaje się przy nich stratą czasu.
Dotykają się dłońmi, splatają palce, uśmiechają się;
nieświadomi osobnych nocy
czują ciepło drugiej skóry.

Simon Armitage

tłum. Jacek Gutorow

Pozostać…

Carlos Barahona Possolo Venus i Vulcan
Carlos Barahona Possolo Venus i Vulcan

Pozostać

I

Jesteśmy w starym domu
pełnym książek
obrazów i nut i słów
drzemiących w wierszach i
światłocieni zerkających nieśmiało
i muzyki spływającej powoli
kropelkami potu
po naszych nagich ciałach

Leżymy w przejmującej ciszy
szczęśliwi ufni w swej nagości
wpatrzeni w siebie
wsłuchani
zmęczeni fizyczną miłością
bez reszty oddani sobie
myślimy oboje o tym samym
by pozostać na zawsze
w tym starym domu pełnym
książek obrazów i nut

II

W tym starym domu pełnym
książek i snów z przeszłości
usiądziemy obok siebie
bardzo blisko położę dłoń
na twojej i
zaczniemy rozmowę długą długą
nie kończącą się o miłości
i życiu
samotności łzach wylanych przez lata
i promykach nadziei i jeszcze
o wielu wielu innych rzeczach
pocałuj mnie mówisz pocałuj mnie
otul ramieniem zasłoń niebo
ciemne pozwól mi zasnąć
w twych ramionach
i obudzić się wraz z pierwszym
spojrzeniem słońca na ziemię
dzisiaj jutro chcę być twoim deszczem
obmyć cię całego łzami
ze szczęścia pragnę cię pieścić do
bólu do szaleństwa
a ja najdroższa chyba cię dzisiaj
na śmierć zapieszczę

III

Już późno kochana pora spać
a nam się usta nie zamykają
tak chce się gadać i gadać bez końca
pieścić całować słowami
a one – patrz – wcale jeszcze
nie są wyświechtane
– kocham cię – jak świeżo i oryginalnie
to brzmi
– pragnę cię – o jakie piękne słowa
nigdy wcześniej takich nie słyszałam
i ja też nie słyszałem i nie wiem
skąd nagle
urodziły się w mojej głowie
kochaj mnie pieść całuj nimi
tak mi dobrze miło i bezpiecznie
pieść mnie nimi nie przerywaj
pieść mnie pieść
jeszcze

IV

Tak pędzisz na tym swoim rowerze
rowerze pożądania i spragnionej miłości
a ja siedzę i czekam pazury obgryzam
w samotności

Pospiesz się nie chcę już wokół siebie
pustki nie chcę słuchać przejmującej ciszy
łez ukradkiem dusić

Chcę ciebie blisko z rozwianymi na wietrze włosami
z ramionami wiszącymi na mojej szyi
chcę widzieć twoją twarz roześmianą
odbitą w filiżance porannej herbaty
chcę twoje piersi tulić i całować łono
nie mów że to niemoralne i że za wcześnie
chcę cię całą nagą i ubraną
w jesienne liście i owoce

Tak pozostać do rana i dalej jeszcze
jak najdalej od realnego świtu i
zasmarkanego świata

Ryszard Mierzejewski

Wśród instynktu gatunku, czułość kochanka…

 

Guido Cagnacci Nu feminino
Guido Cagnacci Nu feminino

Czuję cię blisko, tonę w tobie,
Dotykam, szorstkością drżących dłoni,
Wpijam usta w nabrzmiałe piersi,
Kreśląc językiem na twych sutkach,
runy pożądania.
Smakuje ciepło i wilgoć twojego łona.
Nabrzmiały od krwi, twardy, gotowy.

Pachniesz kobieto, sokami naszej miłości,
Chłoniemy, wymieniamy, mieszamy w jeden,
Spleceni w tańcu ciał, pieszczocie.
Wolno, szybciej. Dłonie, język, usta.
Przyspieszone oddechy, dreszcze, drżenie.
Wśród instynktu gatunku, czułość kochanka,

Pocałunek w usta, penis w pochwie,
Czuje twoją wilgoć, falujące piesi,
Rwany oddech, wbijasz paznokcie,
Oplatasz nogami, jeszcze, jeszcze…

Ona idzie brzegiem jeziora…

Marzenie
Marzenie

Leży, wśród piasku i traw.
Ukryty, dyskretny obserwator.
Złodziej widoku i chwili.
W zachodzie słońca, momencie niezwykłym.
Złocie i czerwieni. Szumie fal.
Nagle dostrzega. Kobietę.
Ukradkiem spogląda.
Ona idzie brzegiem jeziora,
tam gdzie przesmyk wąski,
tam do morza.
Pal drewniany, falochron,
co w wodę się wrzyna.
Ona staje, ręcznik rzuca.
Słońce oślepia,
on widzi kontur jej ciała.
Kolana, biodra, piersi i szyję,
Twarz w migotliwym blasku mu ginie,
pozostaje anonimowa.
W wodę się zanurza,
po kolana, po pas, po szyję.
Na brzeg wraca, woda
ujawnia kobiety sekrety,
ślady podniecenia,
miłości i pieszczoty,
uniesienia dowody skryte.
On patrzy,
ach gdybyś mogła być moją,
córko Posejdona!
Patrzy i umiera.
Kolejna ofiara niespełnienia.

Fantazja…

Roberto Ferri – Pieśń dusz (Cantico delle anime)
Roberto Ferri – Pieśń dusz (Cantico delle anime)

Przyszłaś, ubrana tak jak prosiłem. Pocałunek na powitanie, dobrze kochanie dziś mnie słuchasz, pamiętaj jeśli przestanie ci się podobać mów skończymy.

Przewietrzyłem pokój jest ciepło, cicha nastrojowa, relaksująca muzyka, delikatny zapach jaśminu.

Czarna szeroka szafa zasłoni ci oczy, dziś rządzić będą inne zmysły. Prowadzę cię powoli w kierunku sofy, instrukcje płyną szeptem wprost do ucha.

Powoli zdejmuje z ciebie wszystkie ubrania. Bieliznę zostawiam na później. Pocieram dłonie jedną o drugą aż się dobrze rozgrzeją, żeby zaoszczędzić ci nieprzyjemnego szoku termicznego. Moje dłonie niespiesznie błądzą po różnych miejscach twego ciała, to co pod bielizną jest na razie bezpieczne. Pocałunki dbają o twoje milczenie. Kilka minut na oswojenie się z moim dotykiem, ściągam twoją bieliznę i kładę cię na brzuchu. Ręce dobrze natłuszczam olejkiem.

Siadam równolegle, kładę dłonie na łopatkach i najpierw delikatnie ześlizguje je w kierunku od kręgosłupa na boki, stopniowo zwiększając ucisk i schodzę coraz niżej aż do talii. Powtarzam trzykrotnie, a po zakończeniu strzepuje ręce jakbym chciał się pozbyć kropel wody.

Siadam z jednej strony prostopadle do ciebie, kładę obie ręce obok siebie na przeciwnym boku i przesuwam dłońmi w przeciwnych kierunkach nie dorywając ich od ciała. Zmieniam stronę i wykonuje ten sam zabieg twoim na drugim boku.

Następnie kładę dłonie równolegle do kręgosłupa, jedną palcami skierowaną w stronę głowy, drugą w stronę pośladków i przesuwam nimi tak żeby się mijały. Po chwili zmieniam stronę i powtarzam czynność na twoim drugim boku. Nie protestujesz, sądząc z reakcji podoba ci się to doznanie.

Teraz proszę byś położyła się na plecach. Kradnę dyskretny pocałunek i zabraniam aktywności, ja jestem dla ciebie, dziś szczególnie.

Powoli, zaczynając od palców stóp wcieram w ciebie oliwkę. Stopy, kostki, łydki, kolana. Uda do wewnątrz, krótka przerwa i brzuch. Dalej w kierunku piersi, delikatnie ledwo dotykając. Znów pocałunek i powtarzam tym razem szybciej i mocniej. Chyba już wiesz. tak przez następną chwilę, moim celem będą twoje piersi. Delikatnie oswajam cię, kolejne kilka kropel oliwki. Kciuki wędrują w kierunku brodawek, powoli delikatnie, dozuję siłę i szybkość obserwując twoją reakcję. Delikatne uszczypniecie wybija cię z rytmu, nie dam ci czasu na oddech, wiem czego chcę…

Teraz dłoniom pomagają usta i język, zmieniam rytm pieszczot. Delikatnie kąsam zębami twoje stwardniałe sutki, jednocześnie wzmagając doznanie kolistym ruchem języka. Poddajesz się doznaniu, mimowolne ruchy bioder i rozchylone uda. Moja dłoń powoli zsuwa się w dół, palce masują delikatnie brzuch, podbrzusze, wewnętrzną stronę ud. Rozchylasz mocniej uda, palce poruszają się ostrożnie linią warg, szukają. Delikatne dotknięcie. Zmieniam pozycję, jestem na dole między twoimi udami, szukasz mnie jeszcze przy osamotnionych piersiach, koisz ich stratę własnym dotykiem. Moje dłonie błądzą delikatnym lecz stanowczym dotykiem po udach, wracając do warg i łechtaczki. Oswajam cię, rozchylam palcami wargi, kradnę grzeszny pocałunek, twojej ukrytej kobiecości. Ostrożnie wsuwam palec jeden drugi do wilgotnego wnętrza. Powolne ruchy nabierają rytmu i tempa, reagujesz biodrami i naprężeniem ciała. Druga dłoń przez twoje piersi, idzie na pomoc, lekki nacisk na podbrzusze zsynchronizowany z ruchami palców w twoim wilgotnym wnętrzu. Jedna dłoń pieści od góry twoją kobiecość, a jej partnerka masuje wewnętrzne tajemnice. Odpowiadasz szybszymi ruchami bioder, przyspieszonym oddechem i cichym jękiem. Wijesz się, twoje dłonie hamują lub domagają się przyspieszenia pieszczot. Przerywam pieszczoty, chwila kontaktu rozpalonych ciał, muśnięcia dłoni, całuje twój kark, ucho, delikatne uszczypnięcie zębami i cichy szept, słowa pieprzne, wulgarne. Wpijam się chciwie, w twoje usta. Czuję ciepło twojego ciała, ty czujesz moje i… Tak jestem gotowy, te przeznaczone dla ciebie pieszczoty, widok, dotyk, smak i zapach twojego ciała wystarczają.

Twarde sutki, wokół nosa drobne kropelki potu, łono rozpalone i wilgotne. Dość pieszczot. Leżysz dalej na plecach, oczy dalej zasłania ci szarfa, wiem lubisz być aktywna i strasznie lubię gdy jesteś. Ale nie dziś. Dziś wziąłem cię w posiadanie i chcę byś była zniewolona. Siadam między twoimi rozchylonymi nogami, wchodzę w ciebie powoli, trzymam cię za ramiona, by móc regulować tempo. Nasze nogi są splecione w zmysłowy i przyjemny sposób. Mój penis zagłębia się w twojej pochwie i wycofuje się z niej, odchylając się nieco w dół. Pozycja sprawia, że twoje ciało jest nieco wyżej, mogę cię doświadczyć i ofiarować ci trochę fizycznej przyjemności. Dobieram rytm i tempo stosownie do reakcji, twoje ciało, piersi, przyspieszony oddech działają stymulująco. Dzisiaj moja królowo, znaczenie ma tylko twoja przyjemność, staram się dać ci jej tyle ile potrafię. Mam nadzieję, że to co będzie za chwilę ci się spodoba.

Uwalniam twoje oczy, przez chwilę podróży z ciemności do nikłego światła jesteś poddana mojemu dotykowi. Dłonie i usta błądzą nieco chaotycznie po twoim ciele. Zmieniamy pozycję. Teraz leżysz na brzegu łóżka, na boku , z ugiętymi nogami. Klęcząc delikatnie się w tobie poruszam, pieszczę twoje piersi, patrzę i słucham twoich cichych jęków wzmagających moje podniecenie. Zmienny rytm, twoje spojrzenie, ciche „mocniej”, „tak” i „jeszcze”. Nagle zupełnie nieoczekiwanie prostujesz biodra, rozchylasz nogi, teraz to ty bierzesz mnie, nie mam wyjścia. Dalej klęcząc przy krawędzi łóżka opadam, teraz nasze ciała dzielą wzajemnie ciepło. Czuje twoje piersi, przyspieszony oddech, całuje szyję, szepcę niezrozumiale słowa wprost do ucha i słucham „mocniej”. Twoje nogi oparte na moich biodrach regulują rytm. Po chwili oplatają mnie mocniej, kilka mocniejszych pchnięć następujące mimowolne skurcze, kolejno następujące po sobie. Głośny jęk i uśmiech. Dwa, trzy ostatnie ruchy w tobie, już nie wytrzymuję, koniec. Nie pytam, nic nie mówię. Nasze oddechy powoli się uspokajają. Rozluźnione ciała, następuje uspokojenie, uczucie zadowolenia i radości. Pocałunek, bliskość, ty w moich ramionach niczego więcej w tej chwili nie potrzebuję tylko twojego ciepła…

Szarlej