Wiosna…

loading...

www.elsf.pl

Wiosna zawita do Lothlorien

Czasami trzeba uciec gdzieś, z czyjejś pamięci, z wersów wierszy,
Rozpoznać ciemność, czernie mgły, zanurzyć w nową treść inwersji.
Zgubiwszy ślady własnych stóp, z pielgrzymką udać się donikąd,
Dogłębnie przeżuć bólu smak, ku niebu zwrócić się z supliką.

Melodia jednak utkwi w nas, choć nie taneczną płynie frazą,
Sens nie zaginie w szumie traw, tylko pożywkę da bajarzom.
Może wiosennie, może nie, otuli wokół gęstwa lasu
A wszelkie barwy nocnych snów, zostaną wzorem dla atłasów.

Wystarczy jednak rozbić mur, który buduje antystrofę;
Tylko kto miałby pierwszy kuć i kto by zechciał zostać młotem?
I któż by pierwszy czyścić chciał, ślady rozjątrzeń, pręgi krwawe,
Gdy nie ożywa echa chłód i zieleń zjawi się niebawem?

A można przecież tylko przejść pod opiekuńcze skrzydła Lethe,
Gdzie świt nie zechce budzić w nas pamięci całkiem opuchniętej,
Gdzie się rozrosną pędy traw, kwiat będzie znów kolorem wabił,
I ruszą mrówki zwiedzać świat, zaś elfy znajdą smak zabawy.

Jan Stanisław Kiczor

Miłość jak otwarcie oczu…

Chmury

Miłość poza miłością,
ponad rytuałem związku,
poza nieszczęsną grą
bycia razem i osobno.

Taka miłość, co nie potrzebuje powrotu,
ale rozstania również nie.
Miłość wolna od nagłych zrywów
chodzenia tam i z powrotem,
wołania lub milczenia,
jawy albo snu.

Miłość po to, żeby być
albo nie być razem,
ale także dla wszystkich stanów pośrednich.

Miłość jak otwarcie oczu.
I może też jak ich zamknięcie.

Roberto Juarroz
tłum. Marta Eloy Cichocka